31 grudnia 2017

Michael ♥ Ida ♥ Andreas


DZIENNIKARKA

Linz było miastem w północno-wschodniej Austrii; liczyło prawie dwieście tysięcy mieszkańców, a wśród nich znajdujesz się Ty wraz z młodszą o cztery lata żoną. Kupiliście po ślubie niewielkie mieszkanie z widokiem na pętlę tramwajową i jako dwudziestotrzylatek nie musiałeś chodzić na imprezy, aby zapić smutki albo poznać przypadkową kobietę, która chciałaby spędzić z Tobą noc i nie oczekiwałaby śniadania składającego się ze zbyt słodkich kanapek z Nuttelą, które uwielbiała jeść Ida. Po trzech latach małżeństwa nadal byłeś szczęśliwym mężem zdolnej dziennikarki; czasami były dni lub tygodnie, kiedy mijaliście się w drzwiach, ale takiej miłości jaka trafiła się Wam w gimnazjum mógłby pozazdrościć każdy. Wasi rodzice nie mogli uwierzyć, kiedy oznajmiliście, że jesteście do siebie stworzeni i planujecie w przyszłości wspólne życie jako państwo Hayböck. Nie widzieliście siebie za dziesięć lat osobno, a wraz z osiągnięciem przez ukochaną dziewczynę pełnoletności poszliście do znajdującego przy parku Urzędu Stanu Cywilnego, aby zarezerwować najbliższy termin na wypowiedzenie przysięgi małżeńskiej. Wasz najważniejszy dzień w życiu przypadł na dwunastego grudnia w samo południe; brunetka z piegami na nosie nawet nie przejmowała się, że będzie musiała iść w krótkiej sukience w siarczysty mróz, płakała jedynie ze szczęścia i mimo, że mogła przed dobrych kilka lat być jeszcze singielką stanowczo wolała Ciebie i złotą obrączkę na palcu odbijającą się w słońcu. Znudzony wysłuchiwaniem codziennych wiadomości, przygotowałeś dla ukochanej owsiankę, a kiedy przekroczyła próg małej kuchni w bieliźnie i zobaczyła zapełnioną różową miseczkę przytuliła się mocno spoglądając na świeże owoce.  — Rozpieszczasz mnie.  — powiedziała popijając mocną kawę, którą zaczęła uwielbiać w szkole średniej, kiedy w jedną noc próbowała zapamiętać obszerny materiał.
 — Jak nie będę o Ciebie dbał to mnie zostawisz.  — ucałowałeś ją w odkryte ramię.
 — Anioł z Ciebie, kochanie.  — cmoknęła Cię w usta i wyjęła z teczki dokumenty zakreślając pojedyncze słowa czerwonym cienkopisem.  — Kiedy zaczynacie zgrupowanie?
 — Za trzy dni, skarbie. Nawet nie wiesz jak się cieszę, że jesteś dziennikarką. Jestem jedynym skoczkiem, który podczas zgrupowania może widzieć swoją żonę.
 — Przyjadę dopiero w poniedziałek, bo mam artykuł o Niemcach do skończenia, więc cały weekend spędzę w biurze.  — westchnęła i wiedziałeś, że trzy razy będzie wyłączała alarm, aby tylko przytulić się do poduszki pięć minut dłużej.
  — Mam tylko nadzieję, że żaden Cię nie podrywa, bo osobiście mogę któregoś pozbawić uzębienia.  — zaśmiałeś się cicho wyobrażając sobie niektórych zawodników bez śnieżnobiałych zębów.
 — Richard czy może Severin?  — spojrzała na Ciebie znacząco.  — Żadna konkurencja dla takiego przystojnego mężczyzny jak ty.  — usiadła Ci na kolanie.
 — To się jedyni skoczkowie z Niemiec, Ida. Chyba, że tylko z nimi współpracujesz.  — poprawiłeś koszulę spoglądając na jej twarz niepokrytą makijażem.
 — Zazdrosny?  — zdziwiła się poprawiając Twoje mokre włosy.  — Wydaje mi się, że nie muszę udowadniać co czuję.  — dotknęła torsu zagryzając lubieżnie wargę.
  — Przepraszam, ale to nie moja wina, że mam seksowniejszą żonę na tym świecie. Myślisz, że Niemcom na Twój widok nie miękną kolana? Jestem przekonany, że właśnie się tak dzieje na samą myśl, że przeprowadzisz z nimi wywiad.  — Nie jestem zazdrosna o oznaczające Cię na zdjęciach fanki.  — pogłaskała Cię po policzku pachnącym wodą po goleniu.
 — Tylko ja nie zwracam na te kobiety żadnej uwagi, a oni są zdolni do wszystkiego.
 — Skup się, żebyś wylądował podczas zawodów, kochanie.  — cmoknęła Cię przelotnie, gdy rozległ się telefon.  — Muszę odebrać, to z pracy.
Wyjęła z tylnej kieszeni ciemnych spodni telefon, a kiedy rzuciła ubranie na podłogę przypomniałeś sobie każdy szczegół z dzisiejszej nocy; zmęczony wróciłeś z torbą pełną zakupów przed dwudziestą pierwszą i byłeś pewny, że ogląda właśnie swój ulubiony serial. Nie było dnia, aby nie śledziła losów bohaterów, których nawet imion nie mogłeś zapamiętać. Uśmiechnięty otworzyłeś drzwi od sypialni, zobaczyłeś zaścielone przez siebie łóżko, a kiedy stanąłeś przy ścianie słyszałeś jedynie odgłosy kłótni sąsiadów, bo na zegarek nie mogłeś liczyć, zatrzymał się o pierwszej piętnaście, a Ty zapomniałeś znowu kupić baterii. Wykąpany czekałeś na nią z kolacją, jednak gdy na telefonie pojawiła się nowa data położyłeś się wygodnie próbując się do niej dodzwonić; znając ją trzymała telefon w ręku, ale wyłączony dźwięk uniemożliwił jej przesunięcie palca na zieloną strzałkę. Zadowolona obudziła Cię pocałunkiem w nos i zaczęła kontynuować pieszczotę na Twoich nawilżonych wargach; wypowiedziała jedynie, że czeka ją awans, a następnie zaczęła pozbywać Was ubrań, zabierając Twoją rękę na swoją szyję, kiedy chciałeś sięgnąć z szafki prezerwatywę. Natychmiast wyznała, że gdyby miała w domu Michaela juniora byłaby jeszcze bardziej szczęśliwą kobietą w tym mieście, w tym kraju i na każdym centymetrze tego świata, który zaczynał i kończył się na tej jedynej osobie, którą pokochałeś całym sercem. Zakładając na lewą ręką czarny zegarek i szukając ładowarki od telefonu oparłeś się o uchylone drzwi spoglądając na jej sylwetkę, zagryzioną wargę, a także lekko zaczerwienione policzki.  — Obiecuję, że zrobię co w mojej mocy.  — rzuciła pośpiesznie.  — Tak, ja też. Oddzwonię.  — poprawiła bluzkę.  — Co tam, Michael?
 — Co ja też? Mówisz tak tylko, gdy odpowiadasz, że mnie kochasz. Jestem coraz bardziej zazdrosny.
 — Dzwoniła moja redaktor, mówiłam ja też, bo potwierdziłam, że nie mogę doczekać się nowego kontraktu.  — przewróciła oczami.  — Nie wiedziałam, że mój mąż jest takim zazdrośnikiem.
 — Na moim miejscu też byś była.  — zacząłeś całować ją po szyi prowadząc w stronę łóżka.
 — Nawet nie wiesz jak bardzo. Wydrapałabym oczy Twojej kochance i pozbawiła wszystkich włosów.  — mruknęła między pocałunkami.
 — Tak sobie myślę, że wcale nie musimy iść na ten spacer, a moja ukochana teściowa wybaczy, że odwiedzimy ją z małym opóźnieniem.  — położyłeś brunetkę na materacu ściągając z niej spódnicę.

***

Uniosłeś drobną dłoń zasłaniając nią ostatnie słoneczne promienie, które wlatywały przez ciężkie, burgundowe zasłony, które w pośpiechu zasłaniałeś przed kilkoma godzinami. Czułeś na sobie jej wzrok i marzyłeś, że za kilka lat uda ci się ją zobaczyć w śnieżnobiałej sukni zmierzającą do ciebie stojącego przy ołtarzu. Przymknąłeś oczy czując jak rysuje różne kształty długim paznokciem na twojej nagiej piersi - przyjemne dreszcze, które owładnęły twoje ciało nie pozwoliły ci na spojrzenie na nią. Każdy twój mięsień reagował na nią zbyt silnie i widziałeś to już w momencie, gdy wpadła do berlińskiej kawiarni kilka miesięcy temu chcąc zabłysnąć przed redaktor naczelną wywiadem z niemiecką reprezentacją.
 —  Żałuję, że nie mieszkasz sama  — otworzyłeś oczy widząc jak się w ciebie wpatruje. Objąłeś ją mocno ramieniem i czując jak drży pocałowałeś ją w skroń, jednak ona tylko przewróciła oczami, a ty doskonale wiedziałeś co zaraz powie, bo przecież mówiła to samo za każdym razem jak zaczynałeś ten temat.
 — Jestem przykładną córeczką mamusi —  westchnęła dotykając twojego policzka zewnętrzną stroną dłoni i poczułeś na skórze dotyk jej pierścionka  — delikatnego pierścionka z szafirem, jedynej pamiątce po babci, której nigdy nie zdejmowała i mówiła, że nie chce nosić innej biżuterii. Nie rozumiałeś do końca dlaczego jest tak bardzo przywiązana do tego kawałka metalu, ale nie miałeś czasu, żeby dociekać.
 — Wiem, że przerabialiśmy to już miliony razy  — kiwnąłeś głową podnosząc się do pozycji siedzącej. Pochyliłeś się nad nią składając kilka pocałunków na jej odkrytym ramieniu, wycałowywałeś drogę od jej ust aż do niewielkiego znamienia pod lewym obojczykiem.  — Tęsknię i dalej nie mogę zrozumieć dlaczego nie możesz się tutaj przeprowadzić. Redakcje sportowe nie kończą się na tej twojej  — chwyciłeś kosmyk jej włosów między palce, a ona otworzyła usta chcąc się bronić.  —  Każda redakcja przyjęłaby cię z otwartymi rękami, a ja bardzo za tobą tęsknię jak wyjeżdżasz.
Spojrzała na ciebie z przekąsem unosząc się na łokciu, aby spojrzeć w twoje oczy. Prawie odruchowo nawiązaliście kontakt wzrokowy, a ona tylko szybko musnęła twoje wargi i odsunęła się na drugi koniec łóżka. Zaśmiałeś się pod nosem sięgając po leżącą na podłodze koszulkę i wciągnąłeś ją jednym ruchem. Zrobiła niezadowoloną minę, jednak tylko mocniej okryła się kołdrą zachowując ciszę przerywaną tylko szumem samochodów dochodzącym zza okna.
 —  Jesteśmy ze sobą za krótko, Andi  — uśmiechnęła się słodko zdrabniając twoje imię. Lubiłeś, gdy to robiła, bo właśnie wtedy czułeś, że wasz związek to coś więcej niż seks kilka razy w tygodniu. Może nie zawsze traktowałeś kobiety poważnie, ale odkąd spotkałeś dziennikarkę to nie spojrzałeś z pożądaniem na żadną inną, chociaż kręciło się ich wokół ciebie na pęczki. —  Może za jakiś czas. Nie chcę się spieszyć, kochanie.
 — Obiecaj chociaż, że o tym pomyślisz  —  zaśmiałeś się patrząc na nią z uśmiechem. Wstałeś z miejsca składając jeszcze pocałunek w jej włosach.  — Zrobię śniadanie, bo potem nie zobaczymy się przez jakiś czas.
 —  Słyszałam, że jutro redaktor naczelna ma dać pewnej dziennikarce bilet na zgrupowanie niemieckiej reprezentacji  — uśmiechnęła się lubieżnie kładąc się boku, żeby obserwować jak wyciągasz z lodówki produkty potrzebne do zrobienia naleśników.  — Mam przeprowadzić wywiad z przystojnym skoczkiem.  — uniosłeś brwi odkładając na blat butelkę mleka i opierając się o ściankę dzieląc salon z aneksem kuchennym.
 — Uzgodnijmy, że jestem nim ja.  — pochyliłeś się nad nią z szerokim uśmiechem, który poszerzył się jeszcze bardziej czując jej oddech na swoich ustach.  — Możemy już zająć się odpowiadaniem na te pytania, prawda?  — chuchnąłeś jej lekko w twarz budząc grymas, który cię rozśmieszył.
 — Pana fanki nalegały na pytanie czy jest pan zajęty  — mruknęła ci do ucha zaplatając dłonie na twoim karku i przyciągając cię do siebie.  — Panie Wellinger?
 — Jestem zakochany do szaleństwa  — szepnąłeś w przestrzeń między wami, która po chwili już zniknęła, a wasze języki toczyły walkę o dominację, chociaż wiedziałeś, że wygrasz.  —  A pani redaktor? Taka piękna kobieta pewnie trzyma kochanka w szafie. —  zapytałeś z zawadiackim uśmiechem, gdy się od siebie oderwaliście.
 — Nie tylko jednego  — mruknęła pod nosem, jednak przymknęła oczy widząc twoją poważną minę, która nie zwiastowała nic dobrego.
 — A gdzie ja w tym wszystkim?  — usiadłeś obok niej przeczesując palcami włosy, bo czułeś, że to nie tak miała się skończyć ta rozmowa.  — Pytam serio, Ida.  — uniosłeś kącik ust.
 — Kilka centymetrów nade mną —  stwierdziła rozbawiona wdrapując się na twoje kolana. —  Andreas, nie widziałeś mnie tylko dwa dni, a zachowujesz się jak napalony nastolatek.  —  mówiła obejmując cię mocno, a ty nie chciałeś, żeby ta sytuacja kiedykolwiek się skończyła.


***

Na przednim siedzeniu pasażera znajdował się bukiet złożony z dwudziestu pięciu czerwonych róż. Zdenerwowany wystukiwałeś palcami nieznajome dźwięki na kierownicy służbowego samochodu; wpatrywałeś się w powiększającą się nad miastem mgłę i odnosiłeś powoli wrażenie, że korek przede Tobą nigdy się nie zmniejszy. Te znajome ulicy pokonywałeś odkąd odebrałeś prawo jazdy, lecz w kilkuletnim życiu kierowcy nie widziałeś takiego oblężenia w Linz; nie zbliżały się święta ani ważne wydarzenia, a Ty czułeś, jakby Święty Mikołaj miał zapukać jutro do drzwi albo w przeciągu kilku godzin mieliby pozamykać wszystkie sklepy. Śpieszyłeś się do Waszego małego mieszkania, do niej piszącej kolejny artykuł albo poprawiającej błędy po młodszych koleżankach lub kolegach, którzy próbowali zdobyć taki sam talent jak Ida. Lodowate krople deszczu zagościły na przedniej szybie, a Ty na głos odliczałeś sekundy do zmiany sygnalizacji świetlnej i zastanawiałeś się nad ilością nieodebranych połączeń od żony - przyrzekłeś sobie, że to ostatni dzień, kiedy wyjechałeś na trening bez białej ładowarki, którą przy życiu trzymała taśma izolacyjna.
 — Obiad dawno wystygł.  — rzuciła oschle, gdy tylko otworzyłeś drzwi.
 — Przepraszam, ale był wypadek niedaleko i stałem w korku, nic nie mogłem poradzić, a samolotu nie posiadam.
 — Wystarczyło zadzwonić.  — nie patrzyła w Twoją stronę, wręcz unikała spojrzenia znajomych tęczówek, które wpatrywały się w nią z miłością.
 — Jeszcze z rozładowanego telefonu nie dzwoniłem.  — próbowałeś się bronić.  — Skarbie, nie bądź zła.
 — Ledwie wróciłeś, a już się mijamy.  — rzuciła chłodno.  — Chyba straciłam apetyt.
 —  Siadaj.  — krzyknąłeś i czułeś, że swoim zachowaniem podnosi Ci zawsze zbyt niskie ciśnienie. — Z tego talerza ma wszystko zniknąć.
 — Nie będziesz mi mówił co mam robić.  — stanęła na przeciwko Ciebie.  — Inni lepiej mnie traktują.  — rzuciła przez ramię i położyła na krześle czarny fartuszek.  — Wychodzę i nie wiem kiedy wrócę.
 — Zostań.  — szepnąłeś.  — Inni to znaczy kto? Może wezmę u nich prywatne lekcje?  — spojrzałeś na nią.  — Nie widzisz, że Cię kocham i skoczyłbym za Tobą w ogień?
 — Michael, nie mam ochoty się kłócić.  — westchnęła i założyła kurtkę.  — Ochłoń.
Słońce dawno schowało się za horyzont, temperatura drastycznie malała, a Ty przemieszczając się między salonem, a kuchnią próbowałeś wypatrzeć niską postać brunetki. Zirytowany rzuciłeś najnowszy model iPhone na prześcieradło i zaczepiając się o stertę prania w kącie, a także porozrzucane ładowarki od laptopów i zabawek Twoich chrześniaków, którzy zostawiali je u Was, aby przy każdych odwiedzinach mogli się bawić. Zawiązując fartuszek, który w złości porzuciła postanowiłeś zrobić jej przyjemność, aby po powrocie do domu poczuła przyjemny zapach lawendy i mogła w spokoju odsłuchać rozmowy ze sportowcami, aby skończyć lub rozpocząć wywiady.
 — Michi? —  zawołała Cię zamykając drzwi.  — Jesteś?
 — Jestem.  — wychyliłeś się z łazienki.  — Michi został Twoją prywatną sprzątaczką.  — pomachałeś żółtą ściereczką przeznaczoną do wycierania kurzu.
 — Może ja częściej będę się obrażać?  — zaśmiała się.  — Znalazłeś może moją bransoletkę od dziewczyn?
 — Leży na komodzie, skarbie. Masz coś jeszcze czerwonego do prania?
 — Sukienkę, która jest w walizce.  — uśmiechnęła się delikatnie.  — Zrobię nam herbaty.
 — Przy okazji zjesz obiad, chudzinko.  — otworzyłeś walizkę.  — Widzę, że kupiłaś interesujący komplet bielizny.  — uchyliłeś torebeczkę przyglądając się koronkowemu stanikowi i sięgając skrawek kartki
 — Nie zaglądaj tam, gdzie nie musisz.  — krzyknęła z kuchni i postawiła czajnik na kuchence.
 — Chwalę tylko twój zakup.  — włożyłeś ubranie do pralki i wróciłeś do niej.  — Nie mogę się doczekać kolejnej nocy. Kocham Cię, Ida.
 — Co ty taki czuły, kochanie?  — zaśmiała się i wyjęła sztućce z szuflady.
 — Tylko, że to ja tego nie pisałem. Naprawdę mi miło, że znajdujesz pocieszenie w ramionach innego.
 — Żartujesz sobie ze mnie?  — uniosła brwi.
 — A jak to wytłumaczysz? Kim jest ten A?
 — Ta A, jeśli już.  — usłyszałeś nerwowy śmiech.  — Poznałeś Anette, moją współtowarzyszkę niedoli podczas konkursów. Nie zauważyłeś, że jest naprawdę zabawna?  — objęła Cię mocno.
 — Skąd mam pewność?
 — Bo jesteś najlepszym co mnie w życiu spotkało i mam na palcu to.  — uniosła dłoń z obrączką i więcej nie potrzebowałeś, uwierzyłeś jej, bo kochaliście się nad życie.


***

 — Zgadnij kto jest najwspanialszym mężczyzną na świecie i przyniósł swojej kobiecie lunch do pracy?  — powiedziałeś na dzień dobry do telefonu komórkowego stojąc pod jej biurem.
 — Takim mężczyzną jest mój tata  —  zaśmiała się cicho, a ty mimowolnie przewróciłeś oczami trzymając w dłoni papierową torbę.
 — O cześć Hayboeck  —  uśmiechnąłeś się do wychodzącego z budynku blondyna  —  Już się boicie niemieckiej potęgi? Bardzo dobrze!  — zaśmiałeś się  — Przepraszam kochanie i lepiej popraw fryzurę, bo zaraz u ciebie jestem.  —  cmoknąłeś do telefonu rozłączając się i pożegnałeś skoczka głośnym  — Niemcy do boju!
 — Mam już lunch  — wskazała pudełko leżące obok laptopa.
 —  Zrobiłem lepszy  —  uśmiechnąłeś się szeroko  — Muszę o ciebie dbać, bo jesteś taka chuda, że prawie cię nie widać  — cmoknąłeś ją szybko w nos na co się zarumieniła.
 — Andreas  — mruknęła zaplatając dłonie na twoim karku  — Nie mogę ważyć więcej niż ty.
 — Głuptas —  pokręciłeś głową  — Spotkałem przed redakcją Michaela Hayboecka, wiedziałaś, że jego żona tutaj pracuje?
 — Możliwe, ale to zbyt wielka redakcja, żebym znała wszystkich.  — wzruszyła ramionami  — Nie spieszysz się na trening czy coś? Bo ja jestem w pracy, kochany.
 —  Kolacja wieczorem?  —  zapytałeś cwanie kładąc dłonie na jej biodrach, a ona pokręciła głową. —  Zaraz zaczynam sezon, a ty mi odmawiasz chwil z tobą. Nie ładnie, zapamiętam to sobie.
 —  Andreas, zaraz się spóźnisz  — wskazała tarczę zegarka, a ty pokręciłeś głową.
 — Sprawdzę czy wszystko zjadłaś  —  musnąłeś szybko jej wargi na co się roześmiała podnosząc twoją torbę i popychając cię w kierunku wyjścia.


***

 — Do zobaczenia, Ida. Kocham Cię.  — wyłączyłeś telefon i spojrzałeś na skoczka.  — Blady jesteś. Widzę, że jednak strach zagościł u Ciebie, ale nie martw się.  — położyłeś dłoń na jego ramieniu.  — Drugie miejsce też jest dobre.
 — Twoja kobieta też ma na imię Ida?  — zapytał marszcząc czoło.
 — Tak, moja żona ma na imię Ida.  — usiadłeś na ławce pocierając zmarznięte dłonie, gdyby była obok Ciebie znowu usłyszałbyś, że nie dbasz o swoje zdrowie.
 — Ciekawe.  — wzruszył ramionami.  — Moja też i nawet pracują w tym samym budynku. Moja Ida jest bardzo zdolną dziennikarką.
 — To samo mogę powiedzieć o mojej.  — uśmiechnąłeś się wyobrażając jak ciężko teraz pracuje, podziwiałeś ją z jaką szybkością i zdolnością pisała kolejne artykuły.  — Dobrze, że jeszcze my nie mamy takich samych imion.
 — Tak, rzeczywiście. -spojrzał na Ciebie.  — Wierzysz w zbiegi okoliczności, Michael?
 —  Na świecie może być pełno innych dziennikarek o imieniu Ida.
 —  Pewnie.  — wzdrygnął się.  — Chyba bym umarł z rozpaczy jakby to była ta sama kobieta.  — zaśmiał się krótko ukazując śnieżnobiałe zęby.
 — Moja żona nie zainteresowałaby się żadnym Niemcem. Wystarczą jej te wszystkie wywiady, które musi z Wami przeprowadzać.
 — Masz jakiś problem z moją narodowością?  — oburzył się lekko.  — Ty nawet nie jesteś w typie mojej dziewczyny.
 — Moja żona nawet by na Ciebie nie spojrzała.
 — Na mnie każda zwraca uwagę, bo jestem Andreas Wellinger.  — uśmiechnął się cwanie, jak to miał w nawyku od wielu lat. —  To ja co najwyżej mógłbym na Twoją Idę nie zwrócić uwagi, bo żadna nie jest piękniejsza od mojej kobiety!
 — Nie widziałeś jej, więc nic nie mów.  — wstałeś i uważnie na niego spojrzałeś.
 —  To ja pokażę Ci zdjęcie i zobaczysz jakiego anioła mam obok siebie.  — wyciągnął z kieszeni telefon w czarnej obudowie.
 — Wcale nie musisz, bo nie chcę się zachwycać twoim aniołem, mam swojego od kilku lat.
 — Czy ona nie jest wspaniała?  — zapytał i podsunął Ci pod urządzenie pod nos z galerią jej zdjęć.
 — Młody, jeżeli chcesz wygrać to znajdź inny sposób, żeby mnie zdenerwować. Dowiedziałeś się, że to moja żona i teraz chcesz popsuć mi dobry nastrój. Masz dwadzieścia jeden lat, a zachowujesz się jak dzieciak.
 — Stary się odezwał, a to nie jest twoja żona, lecz moja przyszła narzeczona.
 — To dlaczego miałbym nosić zdjęcie twojej ukochanej w portfelu? Podnosisz mi jedynie ciśnienie. —  popchnąłeś go na ścianę.  — To jest moja Ida.
 — Chyba sobie żartujesz.  — podniósł głos.  — Czy miałbym takie zdjęcie z twoją żoną?  — zapytał pokazując jak brunetka czule go całuje.  — Miałem Cię za normalnego kolesia, Michael.
 — Miałem nikomu tego nie pokazywać, ale bardzo proszę.  — pokazałeś mu zdjęcie, na którym spała naga przytulona do Ciebie.  — Wykasuj ten swój fotomontaż i lecz się na nogi, bo na głowę to stanowczo za późno.
 — Nie sądziłem, że jesteś takim dobrym informatykiem.  — pokiwał z uznaniem głową.  — Moja Ida będzie jutro na zawodach, więc możemy się spotkać.
 — Mam Cię na kłamstwie.  — wycelowałeś palec w jego klatkę piersiową.  — To jest zapasowy klucz do mojego pokoju, przyjdź około dwudziestej drugiej, usiądź w fotelu i popatrz na szczęśliwe małżeństwo.


***

Stanęłaś tuż przy bandach obserwując wiwatujących kibiców, którzy zdawali się być tak kompletnie oderwani do rzeczywistości rządzącej życiem przeciętnego człowieka - pieniądze, polityka, seks i wiele innych rzeczy, które rządziły światem. Tutaj się nie liczyło, bo skoki chłonęło się wszystkim; zaczynając od kosmyków włosów,a kończąc na czubkach bardziej lub mniej starannie wypastowanych butów, a adrenalina wpływała do krwiobiegu nie tylko skoczków siedzących w przeszklonym budynku. Zerknęłaś na kłębiących się wokół zeskoku dziennikarzy czekających na zwycięzców i tych wielkich przegranych, którzy mieli bić się najwyższe cele, ale nie mogli liczyć na te informacje, które ty miałaś na kilku dyskach schowane pod najgrubszymi ze swetrów w twoim osobistym, prywatnym mieszkaniu w samym sercu Wiednia, w którym ostatnimi czasy byłaś jedynie gościem. Uśmiechnęłaś się szeroko zaciskając kciuki dostrzegając nazwisko twojego męża w rogu telebimu. Michael był mężczyzną, którego ceniłaś za wszystko co powiedział i zrobił dla ciebie przez ten cały czas, odkąd się poznaliście.  Przejechałaś kciukiem po zimnym metalu, który kilka chwil przed wyjściem z hotelu włożyłaś na serdeczny palec. Słyszałaś jak ktoś z kolegów przeklina cicho pod nosem, gdy ostatecznie blondyn plasuje się na dwunastej pozycji, a ty zagryzasz wargi wspominając ostatnią rozmowę z blondynem, który zachwalał swoją formę i wydawał się być jej naprawdę pewny. Mieliście spotkać się wczoraj wieczorem, jednak z uwagi na pobyt w tym samym hotelu Niemców wolałaś nie ryzykować wykręcając się mnóstwem obowiązków i troską o jego samopoczucie, zresztą to samo powiedziałaś zabiegającemu o chwilę czułości Niemcowi, który wydawał się nie specjalnie zaskoczony twoim zachowaniem. Wystarczyła chwila, aby całe twoje życie zawisło na cienkiej nitce, którą mógł przerwać nawet silniejszy podmuch wiatru.
Czułaś jak świat, śnieg i masa kolorowych postaci miga ci przed oczami w jakimś dziwnym tańcu, gdy dwóch skoczków, którzy nigdy w życiu nie powinno się do siebie zbliżać gratuluje sobie z okazji zakończenia konkursu czy też sezonu. Zastygłaś w miejscu próbując opanować podchodzący ci do gardła żołądek. Czy to oznaczało koniec wszystkiego? Marzyłaś o tym, aby ukryć się gdzieś w tłumie flag, ukryć głos pośród skandujących imię zwycięzcy mieszkańców Austrii, twojego ukochanego państwa, które zmieniło cię w bezduszną kreaturę, w korporacyjnego szczura, który nie odpuszczał, gdy tylko poczuł krew. Młodzieńczą, bezbronną i nie przeszkodziła ci w tym nawet, że Andreas pochodził z Niemiec, nie obchodziła cię przysięga, którą składałaś najlepszemu przyjacielowi tryumfatora tegorocznych zmagań. Ktoś cię popchnął, ktoś szturchnął i zupełnie przerażona stanęłaś oko w oko z zawodnikiem, którego nie chciałaś spotkać, bo od dawna rzucał w twoją stronę róże aluzje, którego nie chciałaś spotkać w takim stanie, gdy swoją maskę musiałaś składać z porozrzucanych na śniegu części. Stefan Kraft patrzył na ciebie zupełnie obojętnie, jakbyś nie musiała już mu nic tłumaczyć, bo wszystko by wiedział. Przełknęłaś ślinę szukając wzrokiem kogoś kto mógłby go czymś zająć, ale w tej pieprzonej chwili nikogo nie interesował najlepszy z najlepszych. Ironia losu. Uśmiechnął się sztucznie patrząc ci prosto w oczy,  a ty umarłaś po raz drugi tego dnia.
 — Ida, jak miło cię widzieć  — jego głos ciął powietrze przenikając twoją skórę, zostawiając na niej mikroranki, których nie było sposób wykryć.  — Nie sądziłem, że masz taki tupet. —  wiedział, on musiał wiedzieć, a sporo on był pewien Michael poznał prawdę, o wszystkim. Każdy element tej chorej układanki zaczął mieć swoje miejsce, wszystko było całością. Zraniłaś wszystkich, bo chciałaś więcej, bo chciałaś błyszczeć na pierwszych stronach. Poświęciłaś wszystko; nawet własne małżeństwo.
 —  Oddasz mu to? Bo ja nie chcę, żeby musiał na mnie patrzeć  — mruknęłaś pod nosem wkładając mu do ręki złotą obrączkę, symbol wielkiej miłości, którą zniszczyłaś, którą niszczyłaś przez kilka miesięcy.
Nie kiwnęłaś głową, on nie krzyczał jak bardzo zniszczyłaś życie człowieka, za którym skoczyłby w ogień. Odwróciłaś się na pięcie i odeszłaś - odchodziłaś ze skoków, bo zbyt dużo się stało, aby zostać. Nie miałaś na tyle odwagi, żeby kłamać im prosto w oczy. Złapałaś gdzieś po drodze wzrok Adreasa, który udzielał wywiadu i biła z niego duma, chociaż widziałaś, że cierpiał, gdy cię zobaczył, że nic nie rozumiał. Oszukałaś go, ale wiedziałaś, że on niedługo zapomni; znajdzie sobie nową dziewczynę, która na pewno pokocha go tak jak myślał, że robiłaś to ty.
 — Ida  — ktoś złapał cię za rękę, gdy już miałaś pokazać ochroniarzowi wejściówkę dla mediów, a twoje serce stanęło. Starałaś się trzymać, gdy Michael Hayboeck stał naprzeciw ciebie i patrzył się w ten sam sposób co w urzędzie, z którego wyszliście tak cholernie szczęśliwi. Nic nie mówił, bo nie musiał. Słowa przelatywały między wami niewerbalnie, bo czy to nie była umiejętność prawdziwej miłości?
 — Michael, przepraszam  — dławiłaś się emocjami, które sama sobie zapewniłaś. Próbowałaś się uśmiechnąć, ale nie potrafiłaś. Czy już nigdy tego nie zrobisz?  — Pogratulujesz ode mnie trenerowi i reszcie?
Kiwnął głową i zrobił coś czego się nie spodziewałaś. Nachylił się i pocałował cię w policzek w taki sposób jak zwykł się z tobą witać, gdy nic nie wskazywało na to, że Planica będzie dla was tak okropnym miejscem. On się żegnał, więc i ty musiałaś zniknąć z jego życia, chociaż byłaś pewna, że w tym momencie złamały się aż dwa serca.

karo: Hej! dobrze, że nie składałam obietnicy pod przysięgą, mam nadzieję, że nie zapomnieliśmy o tym winie, które powstało szybko, ale zakończy się w wolniejszym tempie. Życzę wszystkim Szczęśliwego Nowego Roku i trzymajcie się mocno, ret może coś dopisze, ale ona w przeciwieństwie do mnie będzie się bawić; ja w domu, w swetrze i bez makijażu, ale jestem zadowolona. Całusy :*

retreat: Karolcia siedzi w domu, a ja życzę Wam wszystkiego najlepszego w Nowym Roku 2018 prosto z drogi na imprezę 😏 Niech Wam będzie tak miło jak nam, gdy pisałyśmy! Buźka!